Niedzielny, listopadowy spacer



Listopad jest miesiącem, który nie zachęca do odbywania dłuższych spacerów, ponieważ dzień jest krótki i zazwyczaj mglisty oraz zimny, a także szybko zapada zmrok. Jednak dla lepszego samopoczucia i zdrowia staram się codziennie spacerować , nawet krótko. Na dłuższe spacery najlepszym dniem jest dzień wolny od pracy, czyli niedziela.
Dzisiaj dotarłam do Kołobrzegu, pięknego, uzdrowiskowego miasta. Spacerowałam nie tylko nad samym morzem, gdzie było bardzo zimno, ale udałam się do pobliskiego parku, aby skryć się przed lodowatym wiatrem.






Z przyjemnością  podziwiałam ostatnie na drzewach żółte, czerwone, brązowe liście, zanim wiatr ogołoci wszystkie ich konary.
Jesień w kołobrzeskim parku jest urocza. Niektóre drzewa są już bez liści, ale na innych można jeszcze podziwiać wszystkie barwy jesieni. Na alejkach leżą kolorowe kobierce po których spacerują  nie tylko ludzie, ale i mewy, które szukają pożywienia.







Mewy są karmione przez ludzi, więc są  oswojone.




,
Listopadowy spacer, pomimo chłodu był bardzo przyjemny. Zrelaksowana, dotleniona mogę zaczynać nowy, pracowity tydzień.

Żegnaj, złota polska jesień





Październik kończy swoje panowanie i żegna przyrodę mrozami. Smutno mi ,że zmroził kwitnące jeszcze w ogrodzie  kwiaty: dalie, petunie, marcinki, żeniszki oraz w skrzyneczkach pelargonie, których nie zdążyłam schować. Dobrze ,że pozostałe, październikowe dni były ciepłe, słoneczne, a także suche i mogliśmy się cieszyć kolorową jesienią, a jednak szkoda mi, że złota polska  jesień, tak szybko się skończyła.




Żal mi tych wszystkich prześlicznych kolorów, które od dłuższego czasu gościły na drzewach i krzewach. Jakże lubiłam słuchać podczas spaceru szelestu opadłych liści
i podziwiać nitki babiego lata, unoszące się na wietrze, a także obserwować klucze lecących w ciepłe rejony gęsi.  Spacerując po wsi, łapałam ulotne, październikowe dni.






Jak to się dzieje, że podczas jesieni możemy podziwiać na drzewach bogactwo barw ?

Liście są zielone, bo zawierają chlorofil, naturalny barwnik, powstający na świetle, związek chemiczny, który potrafi „produkować” elektrony pod wpływem światła słonecznego. Chlorofil jest niezbędny do przeprowadzenia fotosyntezy, dlatego wszystkie liście charakteryzują się przynajmniej odrobiną, zielonej barwy. Gdy jesienią temperatura obniża się oraz  spada ilość dochodzącego do powierzchni ziemi światła słonecznego, to znak dla roślin, że zbliża się zima, czas odpoczynku, a  także sygnał, by przestać produkować chlorofil.





Chlorofil znika, a uaktywniają  inne barwniki, które są w liściach przez cały czas, ale „hegemonia” chlorofilu powoduje, że ich nie widać. Pojawiają się one dopiero wtedy, gdy zmniejsza się ilość zielonego barwnika. Liście stają się coraz bardziej żółte, pomarańczowe i brązowe, ponieważ znajduje się w nich  sporo barwników z grupy karotenoidów. Jednak nie wszystkie liście są tak samo żółte. Tajemnica tkwi w ilości dochodzącego do powierzchni ziemi światła, a także temperaturze, gatunku drzewa, a nawet odczynie pH gruntu, na którym dana roślina się rozwija. Na jesień bardzo żółte są liście osiki, ale liście innych gatunków roślin w ogóle nie żółkną, stają się intensywnie czerwone.


Barwniki, które odpowiadają za wiele odcieni czerwieni jesiennych liści, pochodzą z grupy antocyjanidyn. Te same związki występują  w kwiatach. ciekawostką jest to, że ten sam barwnik (cyjanidyna) nadaje róży kolor krwistej czerwieni i chabrom ciemnego błękitu.
Barwnik żółty i pomarańczowy jest w liściach przez okrągły rok, tak barwniki czerwone produkowane są dopiero jesienią. Prawdopodobnie barwniki z grupy czerwonych chronią komórki liści przed zamarznięciem.







W październiku - grzyby




Październik jest miesiącem jesiennym, w którym kończymy robienie zapasów na zimę. Na mnie czekają jeszcze buraczki i pigwa. Z działek wykopujemy warzywa, zrywamy w sadzie jabłka.  W tym roku nie robię przetworów z jabłek bo posiadam z ubiegłego roku kilka słoików, ale obowiązkowo zrobiłam ocet jabłkowy, eliksir o cudownych właściwościach.




W tym roku w lasach nie brakuje grzybów, które bardzo lubię zbierać, nie pamiętam, takiego roku, żeby była ich taka wielka ilość. Zawsze zachwycają mnie  muchomory czerwone, które są piękną ozdobą lasu i obiektem do fotografowania.



W mojej miejscowości, w lasach jest bardzo dużo podgrzybków, czasami uda mi się znaleźć borowika. Grzyby przeważnie suszę. Zimą nie ma nic smaczniejszego, niż bigos z dodatkiem suszonego grzybka, zupy grzybowej, czy pierogów z kapustą i grzybami. Jeszcze do niedawna uważano, że grzybki są bezwartościowe. Jednak zdaniem lekarzy i dietetyków zawierają liczne witaminy, białko ( najwięcej jest w borowikach i hodowlanych pieczarkach), tłuszcz i sole mineralne. Można nazwać je dietetycznymi bo składają się głównie z wody, która nadaje im jędrną konsystencję,  ale jest pewien problem, ponieważ zawierają dużo chityny ( jest to wielocukier o budowie zbliżonej do celulozy, której nasz organizm nie jest w stanie strawić), dlatego są ciężkostrawne i nie wszyscy mogą je spożywać.
Grzyby są smaczne i zdrowe, ale musimy pamiętać, że wchłaniają ze środowiska pierwiastki niepożądane, jak ołów, rtęć czy arsen. Dlatego nie należy zbierać ich w pobliżu autostrad, zakładów chemicznych i hut.





Co słychać w ogrodzie?
Muszę wsadzić cebulki tulipanów, zerwać ostatnie pomidorki, wykopać marchewkę i zamrozić koperek, który jest jeszcze maleńki, ale mam nadzieję, że zdąży urosnąć przed mrozami.

Witam bardzo serdecznie nowych obserwatorów mojego bloga Moon Primitive
 i Magdalenę Lesz :)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka